Search

Kontakt

Galeria Sztuki im. Jana Tarasina
 
pl. Św. Józefa 5
62-800 Kalisz
tel/fax 62 767 40 81

 

Newsletter

Wirtualny spacer

Strona GłównaAKTUALNA WYSTAWAAndrzej Bednarczyk „Dzienniki Minotaura w czasie zarazy”

Andrzej Bednarczyk „Dzienniki Minotaura w czasie zarazy”

DZIEŃ 1

Moje dzienniki skumały się z rozwydrzoną teraźniejszością, wymknęły się spod kontroli i teraz żyją własnym życiem. Wobec przegęszczonej rzeczywistości pandemii, w dawnych notatkach rodzą się nowe znaczenia słów, rysunków i układów. Wiodą mnie nie tam, gdzie chciałem, kpiąc ze mnie nikczemnie. Wzburzona rzeczywistość, jak nawałnica spienionych wód, wystąpiła z brzegów.  Nie chce już podążać dawnymi korytami, które dotychczas napawały mnie bezpodstawnym mniemaniem o ich niezmienności, a przynajmniej o możliwości sensownego planowania jutra. Jakby miała władzę pochłaniania tłumów. Zalała ulice i place złowróżbną pustką. Podążajcie za mną, a powiodę Was przez pokrętne korytarze labiryntu i ukażę, jak obecne, niespodziewane i niechciane chwile przeglądają się w tym, co o nich już od dawna powiadano.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 2

Gdy wzburzona rzeczywistość wystąpiła z brzegów, wypłynęła na wierzch ohydna maź przypadku, który dotychczas zalegał spokojnie na jej dnie. Bywały europejskie akweny, w których codzienność zdawała się być nieruchomą, błękitną taflą. Niezmienną do tego stopnia, że zacząłem mniemać, iż przypadek nie istnieje, a jeśli nawet, to łatwo go przepędzić w zamorskie kraje kijem zamożnej rutyny. Może kiedyś był żarłoczną bestią – myślałem – ale dzisiaj przecież udomowiłem go i wytresowałam tak doskonale, że wraz z absurdem stał się ulubionym klaunem artystycznych wydarzeń. A dzisiaj obydwaj zbiesili się do tego stopnia, że trzeba było pozamykać galerie, muzea, teatry, kina i kościoły.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 3

Przywykłem do życia w tłumie. Tramwaje, autobusy, galerie handlowe i ulice były po brzegi wypełnione pępkami świata. Każdy miał swój niepowtarzalny punkt widzenia. Ciasno upakowane  zdawały mi się być naturalnym porządkiem rzeczy. Tak, narzekałem na ciasnotę, ale wraz z innymi lgnąłem do niej. Z lubością infekowaliśmy się nawzajem sentencjami, bon-motami, reklamowymi hasłami i facebookowymi memami, mieszając wszystko ze sobą jak narkotyczny duchowy koktajl, w którym walczący z pękiem kluczy torreador wołający Sienkiewiczem, był miłym urozmaiceniem. Aż nagle, bez żadnego ostrzeżenia familiarna ciasnota zaczęła groźnie mruczeć i kąsać nas po kostkach. Każdy powystawiał kolce i szpony walcząc o pustkę wokół siebie. Zamknąłem się w domu i odzyskuję dystans, ale nie wiem czy cieszyć się, czy płakać.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 4

Dzisiaj myślałem sobie, że jeżeliby struktura była poprzetykana przypadkowymi zdarzeniami, to nawet dobrze, bo przecież trudno wobec niespodziewanie błękitnych oczu pozostać strukturalistą. Są takie zaskoczenia, wobec których racjonalność i rozsądek byłyby obelgą. Czyż nie trzeba koniecznie postradać zmysłów, by wypuścić się na swawolne peregrynowanie nieznanych lądów? Cóż jednak począć z zarozumialcami wieszczącymi, że rzeczywistość je im z ręki? Zwykła raczej odgryzać karmiące ją ochłapami dłonie. A co z tą matrycą? Istnieje? Chyba jednak tak. Utkana z prawideł i nieprzewidywalności…  Dopóki słońce wschodzi raz na dzień. Znajomy mówił, że ma wrażenie, jakby oglądał film, a ja czuję, jakbym się ocknął ze snu. Idę spać. Dobranoc.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 5

W ogóle, kwestia dowodzenia istnienia rzeczy niewidocznych straciła pazury od czasu, gdy Robert Koch zobaczył bakterie. Od tego dnia wciąż borykam się z odróżnieniem tego, co niewidzialne, od tego, co niewidoczne. Kwestia zdaje się być o tyle gardłowa, że istnienie lub nieistnienie obydwu, bywa niekiedy sprawą życia i śmierci. Jedni twierdzą, że Bóg nie istnieje, bo nikt, poza mistykami, nigdy go nie widział, a wirusy istnieją mimo że, nikt poza naukowcami, nigdy ich nie widział. Drudzy zaś, że Bóg istnieje, mimo że nikt nigdy go nie widział, a wirusy są sprzysiężeniem farmaceutów i cyklistów przeciwko ludzkości. Obydwie watahy sprzymierzeńców bywają śmiercionośne. Zaiste istnienie zdaje się nie być kwestią ani widzialności, ni widoczności. Czasami nawet kapral Wichura bywa filozofem. Pozdrawiam.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 6

Ocknąłem się w środku nocy i zdawało mi się, że to, na co patrzę, nie może być prawdą. A przecież widziałem to samo, co za dnia – dobrze znane mi korytarze, zaułki i rozdroża. Nic, czego nie znałbym dobrze od dzieciństwa. Moje podwórka,  na których hasałem w dziecięcych swawolach. Któż mi je pozamieniał w nocne koszmary? Nawet ja sam, poczułem się jak postać z komiksu. Żebym chociaż był supermocnym bohaterem, albo i ciemnopodłym spiskowcem! A tak, pozostaję nic nie znaczącym, bezbarwnym charakterem, co to plecie nić codzienności  i żadnej królewny nie uwolnił z pazurów wrażego potwora. No cóż, babcie zawsze oszukują wnuków cierpko-gorzkim bajaniem o nieutulonych żalach i niespełnionych miłościach. Moja tłumaczyła mi topografię zaułków, w których każdy znajduje małe diamenty ludzkich słabości. Do dzisiaj nie jestem pewien, co miała na myśli. Do zobaczenia. Kiedyś.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 7

Coś się w domu niezauważalnie zmienia. Chroniące przed wrogim światem ściany sprzysięgły się z sufitem, żeby mnie osaczyć. W swej podłości i wyrachowaniu, stoją jak dawniej nieruchomo, ale żadna nie chce spojrzeć mi w oczy.  Przesłuchiwałem każdą z osobna, ale twierdzą bezczelnie, że postradałem zmysły. Wiem jednak, że to samo spotkało bardzo wielu znajomych. Nie mogliśmy przecież wszyscy zwariować na zawołanie! Chciałem uciec, lecz azyle spokoju, dobrobytu i sielanki, zieją teraz statystykami. W ekwilibrystyce zaradności pomyliłem kroki i  spadłem z cyrkowego trapezu. Złapał Tatar Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma. Stało się. Kolczasty horyzont możliwych do przewidzenia zdarzeń swawoli w niebezpiecznej bliskości moich oczu i pląta mi się namolnie pod nogami jak odpędzany kijem kundel. A przecież miał leżeć spokojnie w bezpiecznej oddali. Cóż, nie ma co jojczeć nad rozlanym mlekiem. Idę udobruchać ściany.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 8

Przyznaję, że lubię błądzić po labiryncie wiedziony przypadkowo napotkanymi na ścianach napisami. Daje mi to poczucie, że snując przemądrzałe myśli, piszę opowieść o skrywającym się pod szlamem przypadku porządku świata. Tym razem jednak stchórzyłem. Gdy słowa o stwórcy rzuciły mi się do oczu z żarłocznością piranii, wolałem udać, że ich nie ma. Że to tylko plamy  brudu złożyły się w literopodobne kształty. Od tego dnia staram się błądzić tak, aby omijać to miejsce. Zdanie to bowiem przemienia rozdroża w ślepy zaułek o ścianach pokrytych śladami potłuczonych głów. Miejsce egzekucji intelektu. Zdaje się, że takich miejsc jest w moim labiryncie sporo. Którędykolwiek bym chadzał, wciąż na nowo potykam się o nie. Jedyna nadzieja w tym, że nie muszę znać wszystkich odpowiedzi. Jeślibym musiał, to wolę postradać zmysły i zapaść się w pielesze bełkotu. Przepraszam, milczę już.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 9

Taka jest jednak człowiecza natura, że ów zmilczeć nie potrafi. Szczególnie, że watahy pytań i wątpliwości nie tylko zwykły czaić się nań w zaułkach, ale wdzierają się zewsząd przez okna i ekrany. Nic nie pomoże, choćby się zamknął w domowym zaciszu na cztery spusty. Tym łacniej dopadną go z bibliotecznych półek, że na przekór gwarnej codzienności, właśnie cisza zdaje się je budzić z uśpienia. Od dzieciństwa zwykłem chadzać ścieżkami labiryntu szepcząc pod nosem święte frazy. Lecz gdy dopadła mnie zaraza niedzielnej rutyny, zamiast wyrysowywać w mojej głowie mapy poplątanych bezdroży, zaczęły pustoszyć mój mózg, a przywykłe widzieć nawet w mroku oczy osłabły. Nic więc dziwnego, że zacząłem roić niestworzone rzeczy i zaludniać nimi puste korytarze. Oho, słyszę jakiś hałas! Czas się w nim wytaplać. Bywajcie.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 10

Wystraszony wieścią o nadciągającej bestii, kompulsywnie sprawdzam krzywe zachorowań.  W miękkich liniach wykresów i regularności słupków mozolnie wypatruję wzoru, do którego mógłbym dopasować chaotyczność zdarzeń i przytępić kolec niepokoju. Ponoć kiedyś bogowie wyznaczali bieg rzeczy lepiej od statystyk, ale zniechęceni nachalnością zleceń, zawiesili działalność aż do odwołania. Teraz aplikują o zasiłek lub inwalidzką rentę. W oddalonych od życia zaułkach założyłem przytułek dla zapomnianych bogów. Fajnych mam pensjonariuszy, chociaż ostatnio nieco zgorzknieli. Bywają tak zgnębieni nieuchronnością niedzielnych odwiedzin, że nie chce im się już nawet bawić w egipskie plagi i burzenie cudzych świątyń. Robię, co mogę, by podnieść ich na duchu. Na sponsorowanej przez Coca Colę terapii zajęciowej wycinamy świąteczne wzorki. Pędzę po bibułę i nożyczki.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 11

Mówią, że skoro Tezeusz zaczął zastawiać na nas wnyki, wzór labiryntu nigdy już nie wróci do dawniejszych kształtów. Słyszałem nawet, że panowanie w kreteńskich podziemiach przejmą laboratoryjne szczury przywykłe do pokrętnych kształtów linii prostych. My natomiast, jako nieprzydatni, wyginiemy. Ponoć nasze przerośnięte mózgi nie radzą sobie z nową geometrią opartą na żelowej logice Morfeusza. Dla nas zygzak jest zygzakiem, i to naraz w jednym miejscu. A przecież jawa bywa złudzeniem ślepym na piękno i prostotę pokrętności. Ćwiczę wraz ze studentami bycie naraz w wielu miejscach i mamy w tym niejakie osiągnięcia. Nie radzimy sobie jeszcze z rozproszonym czasem. Nadal musimy umawiać się na tę samą godzinę, żeby spotkać się, każdy w swoim zakamarku. Ale się nie poddajemy.
Dzisiaj rano przy goleniu odnalazłem szczurze cechy, a więc chyba jest nadzieja.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 12

Odkąd tchórząc siedzę w domu, moje myśli uciekają żeby błądzić po bezdrożach.
Dziś wróciły rozpierzchnięte, rozpaplane wszystkie naraz, że na ścianie odnalazły nowy opis przedstworzenia. Tylko Duch się nie unosił nad bezmiarem wodnych głębi. W salonie defetystów powiało wątpliwością. Czy istnieje chaos ostateczny, z którego nic się już nie podźwignie? Czy na każdej ruinie rosną nowe światy? Jeśli nawet, cóż nam z tego, że na naszych truchłach mogą kwitnąć niezapominajki? Może to i głupie, ale na wszelki wypadek chowam po kieszeniach ziarna padłych kwiatów. Widziałem, jak wiry podziemnych potoków wypychając na wierzch rzeczy nieznaczące, jednocześnie topią sygnalizacyjne boje. Wywraca się wszystko do góry nogami, a spod spodu zieje pustką. Oby jej nie zasiedliły demony z przeszłości. Tak łatwo wyłażą z zakamarków strachu i ze ścian opustoszałych korytarzy.
Idę medytować przed lustrem. Wpatrywanie się w ścianę jest dla mnie za trudne.

Wasz Minotaur.

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 13

Śnił mi się świat wywrócony na nice. Wyglądał tak samo, jak ten dobrze znany, tyle że wszystko było w nim odwrotne. Białe noce niewolne od mrocznych koszmarów, a dni czarne, choć świeciło słońce. Ludzie wyglądający z zatrzaśniętych okien drżeli z zimna w upale, na przemian oblewani potem wobec zimnych faktów. Najgorsze jednak było, że jawa przyjmowała cechy fantasmagorii, a nocne majaki nabierały ciała. Nie, było coś gorszego. Ogłupiali ciągłym głaskaniem po głowach klaskaliśmy tłumnie wznosząc wiwaty. Ci, co milczeli, nagle znikali jak mydlane bańki. Każdy więc, żeby przetrwać, bił brawo coraz mocniej, aż do czerwoności. Po wszystkim, gdy w śnie tym zbudziliśmy się ze snu, twierdziliśmy zgodnie, że krew na rękach mamy od aplauzu. Ba, nawet oddech braliśmy wszyscy naraz, jak w chórze, chociaż każdy z nas indywidualnie fałszował. Dyrygent? Cóż, obawiam się, że przyjdzie. O rany, dzwoni budzik!
Dzień dobry wszystkim.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 14

À propos dyrygenta. W obecnych czasach tak się porobiło, że każdy chce nim być, a śpiewać nie ma komu. Powstała z tego tragikomedia albo raczej mało śmieszny dramat. Rozlega się wielka cisza, w której furczą poły fraków ośmiu miliardów ludzi machających rękami. Ponad nimi świszczą szpiczaste batuty. Nazwano to syndromem von Karajana, ale nikt nas nie leczy, bo każdy dyryguje. Urosła mi broda do samego pasa, bo ciągle dyrygując, nie mogę się golić. Poszedłbym do fryzjera, ale się nieco obawiam, bo macha brzytwami w rytmie skocznej uwertury. Co gorsza, jak to bywa w artystycznych kręgach, każdy z dyrygentów ma się za mesjasza ratującego muzykę od zguby. Ponieważ mesjasz może być tylko jeden, wszystkich innych nieustannie obrzucam błotem. Dość to dziwny widok: wszędzie po horyzont tłumy wyfraczonych postaci ubłoconych po pachy, dyrygujących jedni drugimi na odmienną nutę.
O kurczę! Chyba znowu zasnąłem. Przepraszam, już wstaję. Zaraz powiem coś mądrego.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 15

Dzisiaj tuż przed świtem zacząłem planować to, co będę robił aż do przyszłej nocy. Postanowiłem stworzyć plan w dwóch wersjach. Tak, jakby istniała rzeczywistość i tak, jakby jej nie było. Na wszelki wypadek. Nie będę się wdawał w daremne spory. Po prostu się boję, bo jakbym nie rachował, to na samym końcu obliczeń sam znikam z równania jak byt niekonieczny. Tchórzliwie więc udaję niepoliczalnego, zabezpieczając w ten sposób swoje istnienie. Wczoraj przez moment widziałem siostrę, ale jej kota Schrödingera nie widziałem wcale. Ta krótka chwila materializacji w ogóle nie wpłynęła na poziom przekonania o permanentności jej bytowania. Nie była też dowodem. Gdy bowiem obliczałem przynależne jej prawdopodobieństwo istnienia, na końcu, wśród miliardów, znikła także ona jako jednostka zaniedbywalna. Podobne dylematy miewam od chwili, gdy zamknięty w domu wszystkich widuję tylko na ekranie. W końcu, porwawszy się na wyliczenie boskiego nieistnienia, zgłupiałem do reszty. Miało być mądrze, ale mi nie wyszło. Do zobaczenia na Messengerze lub Zoomie.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 16

Niekiedy miewam przeświadczenie, choć nie wiem skąd brane, że głośne wołanie z domowych czeluści, koncentruje boskie oko na moich zachciankach. Szczególnie jest ono mocne, gdy mnie swędzi w uchu. Dziwne. Czym innym był skowyt roztrzaskanych żeber. W nim brzmiała jakaś zgoda na nieuchronność zdarzeń, ale i bezpardonowa wola przetrwania, choćby za cenę runięcia niebios w padoły. Zwierzęco wydzierałem im z gardła każdą sekundę, gotowy zabić nawet nieśmiertelnych, gdyby stanęli mi na drodze bycia. Logika zjawisk ponoć rządzi światem. Tańcując w objęciach zachcianek losu, pląta nić zdarzeń w nieznośne kołtuny. Dość długo byłem przekonany, że konia z rzędem, nawet Bucefała, oddałbym temu, kto by je rozplątał. Konia nie miałem, ale dałem spokój, bo wraz z przypadkowością znika też logika. Jakby potrzebowały siebie nawzajem. A przecież zachcianki bywają konieczne, chociaż w czasie pandemii przerabiamy ich delegalizację. Trudno. Dzisiaj wychodzę na spacer. Będzie, co ma być.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 17

Wróciłem z pokątnego spaceru jak ze szmuglerskiej wyprawy. Jakoś trzeba sobie przecież radzić, żeby nie zwariować w domu. Niestety na zewnątrz było to, co tutaj. Niczym się nie różnią osiedlowe ścieżki od tych wydeptywanych z kuchni do pokoju. „Na zewnątrz” nie istnieje, chyba że w kosmosie, ale tam, choć mundurowi nie łapią krnąbrnych, jest nazbyt zimno, żeby spacerować. Podejrzewam, że nawet w nieważkości są korytarze wytyczające drogi, przejścia i zamknięcia. Ślepy zaułek Wszechświata? To chyba przesada. Nie wiem. Czasami myślę, że moje kroki rodzą korytarze, więc gdziekolwiek pójdę, bezwiednie zatrzaskuję przestrzeń. Chcąc to zobaczyć, odwracałem się nagle i bez ostrzeżenia, lecz wciąż zbyt wolno, żeby przyłapać otwartą przestrzeń na gorącym uczynku. No cóż, trzeba się zadomowić w ciasnym labiryncie, a otwartą przestrzeń schować za pazuchą i nie pokazywać jej nigdy nikomu. Wyciągnięta na widok, obrasta ścianami i już nigdy nie wraca do pierwotnej formy. Raz zobaczona jest nie do odzyskania.
Mam na to dowody, ale nie pokażę.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 18

Poruszam się po świecie, jakbym grał w śmiertelne szachy. Drogą losowania dostaję figury, którymi uskuteczniam swoje zamierzenia, skacząc to w przód, to w tył, to w lewo, czy w prawo. Wszystkie ruchy, choć nieustalone z góry, są obwarowane dopuszczalnościami. Nie mogę łazić jakkolwiek, ale według zasad tak, by unikać stalowych potrzasków. Gdy jednak są niewidoczne, trudno odgadnąć, gdzie postawić stopę. Co gorsza, bałamucą mnie mądrale twierdząc, że w ogóle nie istnieją poza rojeniami chciwych farmaceutów. Wczoraj oglądałem program „Mistrzowie tańca między pułapkami”. Z zazdrosnym podziwem patrzyłem, jak zwiewnie płyną poprzez szachownicę. Tym wirtuozom bardzo chciałem wierzyć, że można przetrwać i dobrnąć do celu. Wielu z nich to się udaje, ale co rusz realizator zmienia kąt kamery, a z ekranu nadlatuje łomot zatrzaskującej się stali. A potem cisza. Szach mat. Cóż w tym dziwnego? Zawsze tak było, choć bez żadnej racji byłem przekonany, że mnie nie dotyczy. Teraz mój ruch. Gońcem z C1 na F4. Zobaczymy, co będzie.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 19

Dzisiaj w ciągu dnia antylunatykowałem. Roiłem w głowie niestworzone rzeczy, że chodzę po krawędzi dachu, a nawet balansuję na kablu anteny. Byłem też dzielnym opozycjonistą i maszerowałem pustymi ulicami, machałem pięścią przed nosem kordonu, wywrzaskiwałem obraźliwe hasła na „p” i na „ch” i innych jedenaście. Odziany w maskę i rękawice po pachy ścigałem wirusa i przekręty rządu. Zadzwonił telefon. Ocknąłem się z myszką w dłoni i z palcem bolącym od skrolowania. Siedziałem bez ruchu w swoim fotelu. Cisza. Nikt ode mnie nic nie chciał i ja niczego nie zamierzałem. Tylko mięśnie twarzy mnie trochę bolały od strojenia min zgrozy i oburzenia. Rzeczy w pokoju leżały jak dawniej. Pomieszane jedna z drugą, ale bez jakiegokolwiek związku ze sobą nawzajem. Nic do niczego nie pasowało. Nawet skarpety były nie do pary, a spodnie miały dwie prawe nogawki wywrócone na lewą stronę. Może to i dobrze. Nie będę tego sprzątał. Może po pandemii samo się jakoś poukłada.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 20

Wielu narzeka, że siedząc w izolacji, żyją pozorami. Nie zgadzam się z malkontentami. Zgodne współżycie pod jednym dachem z tym, co pozorne, jest o tyle łatwe i całkiem przyjemne, że nie mając zębów, nikogo nie kąsa. Akurat to przekonanie opieram na faktach. Czy kto kiedyś widział zębaty pozór? Ponadto wiem, że są odwracalne, choć ich skutki nie bardzo, chyba że pozorne. Te prawdziwe niestety wgryzają się nieusuwalnie w życie. Wyższość pozorów jest oczywista. Na przykład, gdy pomylę ścieżki i całkiem się zgubię, to przecież zabłądzę tylko pozornie. Gdy zapomnę prawideł budowy czy kompozycji, to mój pozorny wytwór będzie pozornie wadliwy. Nawet ja sam, będąc podłym człowiekiem, dzięki pozorności jestem podły pozornie, a więc cudowny i w dodatku skromny, bo nie epatuję mniemaną dobrocią. Nie epatuję, bo jej wcale nie mam, ale któż to wyłuska w zalewie pozorów? Ach, cóż to za rozkosz i jaka swoboda! Mogę pozornie wyglądać na człowieka, jakim pozornie zechcę być w Waszych oczach pozornie mną zainteresowanych. Ciekawe czy mnie poznacie po kwarantannie. Czekam struchlały.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 21

W trakcie pandemii zastała mnie wiosna. Odkąd przestawiłem czas zimowy na letni, zacząłem o godzinę wcześniej nie wychodzić z domu. Dzięki temu zyskałem nieco więcej czasu na nierobienie wielu rzeczy. W końcu namnożyło się wszystkiego, czego nie robiłem, aż do tego stopnia, że byłem zagoniony od rana do wieczora niewykonywaniem czynności przed zarazą niezbędnych do funkcjonowania. Teraz cały dzień mozolnie praktykuję robienie niczego, a że nic od niczego trudno jest odróżnić, te wszystkie zadania zlały się w nierozdzielną masę. Tak samo chwile, nawzajem tak podobne jedna do drugiej, że nieuchwytne, rozpierzchły się w chaos bez uszeregowania. Nie wiem już co następuje po czym, a co przed czym, czy jedno po drugim, czy jest stochastycznie dowolne, czy siódma jest siódmą, czy piątą z kolei, czy może wszystkie istnieją naraz? Zacząłem je układać w nowym porządku. Jeden, dwa, trzy, cztery… Wtem na zegarze wybiła niedokończona godzina. Ostatnia. Po niej sekundy rozsypały się jak perły rozerwanej kolii. Żegnajcie.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 22

Pewnie myślicie, że wczoraj umarłem powalony miriadami wszędobylskich wrogów. Nie, nadal mam się dobrze, choć to nieistotne. To raczej wszystko wokół mnie jakoś się skończyło. Choć istnieje nadal, to jak zombie, wytrzebione jest z intensywności. Pamiętam czasy dzieciństwa, gdy świat dookoła tańczący w zachwycie, zaczął istnieć wraz ze mną w izbie położniczej i nie rościł sobie prawa do długowieczności. Byliśmy rówieśnikami: ja, Bóg i patyk, którym rozchlapywałem kałużę, bawiąc się w meteorologa nad Genezaret. Rzeczy rozpoczynały istnienie w momencie pojawienia się na widnokręgu i bez płaczu kończyły bytowanie znikając za plecami. Ale póki były, to każda ociekała nadmiarem egzystencji. Dzisiaj jest ich mnóstwo, ale wszystkie razem ledwo są widoczne, bo pozbawione znaczenia. Nic mnie nie obchodzą. Jedynym, co potrafią nigdy nie znikając, to stroić miny wiotkiej katatonii. Jest pusto dookoła, chociaż strasznie ciasno, a i czas stanął w miejscu nie mogąc się przepchać przez to zbiegowisko. Wybaczcie. Resentyment zaczął mnie już toczyć.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 23

Niedawno pisałem, że ściany udają ślepotę, bojąc się spojrzeć mi w oczy. Dzisiaj myślę, że naprawdę są ślepe. Może są skorupą świata za którą rozciąga się martwa pustka? O niej nic Wam powiedzieć nie mogę, bo to, czego nie ma, jest niewidoczne tak, jak grawitacja. Zobaczył ją Newton uderzony jabłkiem tak mocno, że mu pomieszało rozumienie świata. Dzisiaj nawet dzieci wierzą w jej istnienie i gotowe są na to mnożyć dowody. Ja, zatrzaśnięty w domu, pilnie badam ściany w nadziei odkrycia niedostrzegalnych od dzisiejszej strony przesmyków do jutra. Może to tylko złudzenie, że biegnące w nieskończoność korytarze składają się wyłącznie ze ślepych zaułków? Ot, taki zwykły paradoks labiryntu. Dzisiaj rano ocknąłem się po drugiej stronie. Za plecami miałem ścianę, a przed sobą pustkę gotową schwytać moje najdrobniejsze drgnięcie, żeby z niego budować fantasmagoryczne sofizmaty. Nawet nie wiedziałem, co znaczą te słowa i gdzie je odłożyć, bo nie było na czym. Niestety wczoraj pogubiłem mapy. Znowu, jak co rano, zaczynam od nowa. Odezwę się jutro. Prześlę nowy adres, gdy się zorientuję, gdzie dzisiaj jestem.

Wasz Minotaur

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

DZIEŃ 24

Chyba źle zacząłem, bo kręcę się w kółko, bełkocąc pod nosem wciąż o tym samym. Kiedyś mą duszę karmiły podróże, łechtając zmysły widokówkami. Teraz, gdy nic nie szturcha mnie w oczy, w głowie wirują tryby na jałowym biegu, nieustająco międląc dawne sprawy. Żeby odzyskać ostrość widzenia, próbowałem nawet fanaberyzować rzeczy i słowa. Żonglując nimi mógłbym się skaleczyć, ale miałbym od czego odepchnąć się nogą. Postanowiłem na dobry początek wymamrotać pierwszą, bezwzględną w nieodwracalności zgłoskę. Po tym już będę potoczysty w mowie i moje sprawy ruszą z kopyta. Boję się jednak, że zacznę niedobrze i rzeczy wezmą niewłaściwy obrót. Zdaje się, że tu, w labiryncie, życie jest zlepkiem błędnych fraz i pomylonych kroków. Może więc jednak będę milczał? Co komu przyjdzie z mojego gadania? Podobno Bóg na początku urodził piękne słowo, ale poobijane przez graczy ping ponga, spadło na ziemię prawie nieżywe. Leży zużyte, choć nieużywane. Z tego zrobiła się awantura, w której chcąc nie chcąc do dziś uczestniczę. No dobrze. Już późno. Skoro muszę, powiem i ja pierwsze zdanie.

Jestem Minotaur.

Andrzej Bednarczyk "Dzienniki Minotaura w czasie zarazy"

Biuletyn Informacji Publicznej Artyści Kaliscy Facebook Twitter YouTube

Instytucja Kultury Miasta Kalisza

X